Menu

Wiele hałasu o coś

jak przetrwać w życiu? jak nie oszaleć w urzędzie pracy? jak żyć z pustką w sobie?

kristofpony

Minęło kilka tygodni odkąd jestem bezrobotny. O ile na początku podobało mi się nic nie robienie, wysypianie się, robienie zaległych kilkuletnich porządków w szafach, o tyle teraz zaczyna mi doskwierać pustka. Jakieś te życie niepełne bez tej pracy, a ja czuje, że się rozleniwiam i nie robię nic twórczego. Chociaż przyznać muszę, że zdecydowanie lepiej jest dbać o relacje międzyludzkie kiedy masz czas. Randki, znajomi, przyjaciele, rodzina. Bez spinania tyłka umawiasz się na godzinę którą chcesz, możesz pić w tygodniu, odbierasz telefony, a nawet jeśli nie to masz czas i ochotę oddzwonić .

Wczoraj jadąc autobusem komunikacji miejskiej (miejsce idealne do rozważania wszelakich – polecam) zacząłem się po raz tysięczny w tym miesiącu zastanawiać się czego od życia chcę. Wiem jakie mam oczekiwania od życia. Znam teorie psychologiczne mówiące o obszarach w życiu o które trzeba zadbać (miłość, rodzina, przyjaciele, hobby, kariera, duchowość itp.), aby miało ono sens. Jednak ogarnęło mnie uczucie, które po raz pierwszy w życiu nazwałem – pustka. Nie wiem co zrobię z tym fantem. Teraz czuję inaczej, ale wiem że to wróci.

Wracając do bezrobocia. Zauważam, że oszczędności kurczą się szybciej niż przypuszczałem, że będą. Jak tak dalej pójdzie, będę musiał zacząć żywić się:

  1. Wodą
  2. Światłem
  3. Niczym

 

O mieszkanie się nie martwię. Jest już ciepło, idzie wiosna. Mam wiele opcji, mogę zamieszkać:

 

  1. W szałasie
  2. W namiocie
  3. U rodziców

 

Z czego opcja numer trzy jest okrutna i chylę się ku pierwszym dwóm opcjom.

 

Upłynęło trzydzieści dni odkąd przestałem pracować, co za tym idzie skończyło mi się ubezpieczenie. Aby móc w razie anginy bądź złamania ręki leczyć się za darmo musiałem udać się do rzędu pracy (specjalnie z małych liter). Nie mogłem się zarejstrować tu gdzie mieszkam, bo nie mam meldunku, ani mozliwości takowego uzyskać. Stąd musiałem pojechać w rodzinne strony. Na miejscu okazało się, że w związku z planowanym całkowitym zniesieniu obiowiązkowego meldunku, muszę przynieść zaświadczenie o tym, że jest zameldowany na terenie powiatu. Dlaczego tak przewrotnie? A no dlatego, że mam nowy dowód, który nie zawiera miejsca zamieszkania, stąd całe zamieszanie.

 

Planowanie Zniesienie Meldunku (ale go nie zniesienie Jeszcze przez sto lat) ---- nowy dowód bez adresu (tak dla ułatwienia) ---- rejestracja w urzędzie z koniecznym potwierdzeniem meldunku (ze starym dowodem już nie jest konieczne)

 

Wszystko fajnie. Ale jako osoba bezrobotna, potencjalnie bez środków do życia musiałem jeździć między miesjcowościami i urzędami. Może  urzędy powinnu między sobą współpracować? Posiadać jakiś wspólny system? Archaiczne i jakże męczące latanie z okienka do okienka między urzędami. Rejestracja trwała 1 godz. 15 min. Plus jakiś kwadrans czekania, bo panie musiały dokończyć śniadanie, oczywiście dwie na raz, w obecności petentów. A co tam. Profesjonalizm. Panie nie omieszkały komentować osób rejestrujących się po odejściu ich od okienka. Nie daj Boże petent miał pytanie bądź wątpliwość. A na deser rozmowa z doradcą zawodowym, który „nie ma obecnie żadnych ofert pracy, ale proszę przyjść za tydzień, aby stworzyć pana  profil zawodowy”. Bo nie można było od razu, o nie…

 :) K.

I może stąd ta owa pustka? Jak takiej nie mieć po wizycie w urzedzie pracy J

 

 

© Wiele hałasu o coś
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci